Miałeś chamie żółtą gwiazdę…

Wandejskich stron nie ma. Liczba postów na LDMW spadła do kilku dziennie. Kampanii wyborczej albo nie było- jak w przypadku wyborów do Churału Ludowego i wyborów Trybuna, albo była prowadzona przez większość kandydatów “z doskoku”.

Nie dzieje się nic. Być może przyczyną obecnego stanu rzeczy jest znudzenie Wandystanem i funkcjonowanie wciąż w cieniu “Wielkiego Brata” z Sarmacji, który zwiera szeregi i zupełnie nie przypomina KS po przeczyszczeniu “wandejskim czerwcem”. Nie chodzi mi o merytoryczną zawartość LDKS- “to se ne wrati”, ale przynajmniej działa tam kilka gazet codziennych, trwają debaty, aktywność obywatelska jest zdecydowanie wyższa niż w Mandragoracie.

Być może przyczyną jest także zmiana na mandragorskich stanowiskach. Nie chcę nikogo urazić, ale Mandragor Sobczak to administrator z doskoku. Nie ma go. W debacie publicznej nie uczestniczy. Jest niczym człowiek bez własnego zdania. Ot skarbnik zbierający na serwer i trzymający do niego klucze. W porównaniu z Khandem, który większość wolnego czasu poświęcał na budowanie Wandystanu, Sobczak jest niczym wynajęty zarządca, albo jak okupacyjny namiestnik, w dodatku zarządzający z zagranicy. Czasami mam wrażenie, że jest botem, który odzywa się tylko przy spełnieniu określonych warunków. Może taki odbiór Mandragora Jutrzenki jest wykrzywiony, ale ze względu na długą nieobecność Sobczaka w Wandystanie, a później, niedługo po przedstawieniu się, które miało zapewne umieścić Towarzysza w społecznym odbiorze, wstąpienie na mandragorski stolec, mam wrażenie, jakby Sobczak był spadochroniarzem. Czy jak kto woli- kandydatem przywiezionym w teczce.

W przypadku drugiego z mandragorów- Towarzysza Czarneckiego, jest nieco lepiej. Ma sprecyzowane poglądy i chociaż stara się zachować częściową obiektywność i neutralność mandragorskiego stanu, a takie standardy, chociaż zupełnie niepotrzebnie, wprowadził Khand (oj czuło się sędziowskie powołanie ;) ), jest aktywny politycznie. Podscyca ducha Winnickiego absurdu, który jest nieodłączną częścią Wandystanu. Dlatego niecierpliwie czekam na poczynania Idi Amina I, zwłaszcza w kontekście odradzania siębravogirlistów w Sarmacji.

Z Czarneckim jest jednak taki problem, że nigdy nie był w Wandystanie nadaktywny- miał przypływy i odpływy- i mandragorstwo z jednej strony trzyma go mocno przy Wandystanie, ale z drugiej zabiera nieco impetu, z jakim dawny Czarnecki potrafił prowadzić semiotyczną partyzantkę i subtelnie lub mniej przypierdolić gdzie trzeba.

Co nas czeka? Ivo twierdził, że płacz i histeria nad stronami są przesadzone i głupie. Zgadzam się z nim. O ile trwa to dwa dni. Bo okazuje się, i tego się obawiałem, że brak stron ciągnie jak kamień u szyji. Kolejno: spada aktywność na LDMW, spada aktywność prasy (Towarzysza Struszyńskiego uprasza się o kolejny numer CzerWia!), spada też ilość inicjatyw i ich poziom.

Obyśmy nie obudzili się z ręką w nocniku i nie powędrowali do sarmackiej macierzy. Bo ostatnio funkcjonujemy przy intelektualnym wsparciu o wiele mniejszej Gnomii, a Sarmaci częściej podejmują- z inicjatywy samych Wandów lub nie- wandejski wątek niż my sami, u siebie.

Może jestem czarnowidzem, a może marnym prowokatorem. Zabieram się do pracy, bo szkoda byłoby miejsca, które jest perłą v-świata. Ale jeśli inni odejdą, ja też nie będę tu w nieskończoność mieszkał. Jak pokazuje przykład Valhalli- bez ludzi się nie da… a owi ludzie stopniowo odchodzą, może nie idą w określone miejsce, ale z Wandystanem spotykają się coraz rzadziej…


About this entry